Ogłoszenie

Zapraszam do dyskusji w Tym temacieDotyczącym przyszłości PHW ~ Ryse

#16 01-04-18 19:38:08

 Jackson

Były The Great Khali

Zarejestrowany: 23-07-17
Posty: 310
Punktów :   

Re: Ring

Kamera przenosi nas na backstege, gdzie znajduje się Paddy Jackson.

Paddy Jackson: Dzisiaj na Paradise Lost zakończy się pewien rozdział w mojej karierze. Życie potrafi dużo dawać, ale również jeszcze więcej zabrać. Mam szanse na pokazanie się z jak najlepszej strony, na największej gali roku. Mój rywal potrzebuje wygranej, by odzyskać swoją pozycję z czasów starej ery federacji. Zdobył pas Hardcore pokonując rywala w imponujący sposób. Ale ja też tego gościa pokonałem, niadawno bo na Last Station. Po reaktywacji szło mu dużo gorzej. Ryback...bo o nim mowa przechodził głęboki kryzys, ale uratował jego karierę Heyman. Ten, którego zaatakował. Każdemu się wydaje, że to był przypadek. Przypadek? A czy przypadkiem Rzymianie podbili Kartaginę czy Egipt. Nie. Tak samo było tutaj. To nie był przypadek, to było przeznaczenie, którego nie dało się ominąć. Sam się prosił o to od samego początku. Jego pupilek będzie chciał w każdy możliwy sposób mnie pokonać. Znam jego każdą wadę. Gdyby nie Heyman nadal by przegrywał. Nie wszystko idzie po swojemu. Będę chciał szybko wygrać, to szybko przegram. Będę chciał wojny, a będzie nudna walka. Nic nie przewidzę. Życie płata różne figle. Wiara w siebie nie zawsze pomaga podczas walki z trudnym rywalem jak i z łatwym. Liczy się wysiłek jaki włożysz podczas walki. Czasami się uda, a czasami nie. Podczas tej walki zakończy się to co zaczeło się na pierwszej tygodniówce po Last Station. Na największej gali roku odnotuje bardzo cenną wygraną.

Po tym obraz gaśnie.


Obecne postacie



Paddy Jackson


10-0-9



Frank Calder


0-0-2



Jack Stevens


0-0-0



Byłe postacie



Jeff Taylor


0-0-1



Arthur


0-0-5



Steve Eilberg


0-0-1



Nicolas McDanniel


1-0-4

Offline

 

#17 02-04-18 19:35:42

Panter

http://oi66.tinypic.com/2llf6o6.jpg

Zarejestrowany: 05-01-18
Posty: 128
Punktów :   15 

Re: Ring

Na arenie słyszymy Angry Chair, na co zebrana widownia reaguje przeraźliwym buczeniem. Po chwili dobiegają do nas dźwięki silnika i możemy zaobserwować wjeżdżającego na rampę swoim harleyem Wesa Wallace'a! Hardcore Champion ubrany jest w swój charakterystyczny  strój, a na kurtce widnieją te same naszywki, które mogliśmy zaobserwować podczas ostatniej gali Evolve. Man of Mayhem zatrzymuje swoją maszynę na rampie i siedząc unosi ręce wysoko w górę, a całości towarzyszy pokaz pirotechniczny. Krótko po tym Wes ponownie rusza i robi kółko wokół ringu, po czym stawia swojego harleya i wraz z dumnie zapiętym na biodrach pasem hardcore wchodzi do kwadratowego pierścienia. Wallace z uśmiechem ogląda się po publice, a następnie odpala papierosa i chwyta za mikrofon...

Wes Wallace: Pewnie wszyscy spodziewaliście się, że wraz z moim pojawieniem się tutaj w ringu, zastaniecie specjalnie ustawione dekoracje. Krzesło, dywan, głośniki, gitarę czy też logo PHW Unplugged, tak jak to miało miejsce chociażby tuż przed samym Last Station PPV. Tak, mogło tak być, jednak nie tym razem... Tamten koncert został przygotowany na specjalną okazję i wyjątkowe dla mnie wydarzenie, dlatego chciałem, żeby nasze spotkanie było wtedy również naprawdę wyjątkowe... Jestem piekielnie zadowolony z tamtego występu i nie widziałbym problemu, aby go powtórzyć, jednak nie był by on wtedy "specjalny"... Teraz większość z was zastanawia się pewnie, o co mu chodzi? Moglibyście zapytać się mnie wręcz: "Hej, Wes! Przecież już jutro jest Paradise Lost, największa gala w roku, dziesiątki tysięcy ludzi będą ją na żywo oglądać na Stadionie Narodowym w Warszawie, a niezliczone ilości przed telewizorem! Będziesz bronił swojego pasa Hardcore w pojedynku z niepowtarzalnym D-Vonem Dudley! I to dla ciebie nie jest specjalna okazja?" Yeah... Moglibyście tak zapytać, ale nie zrobicie tego, ponieważ każdy z was mnie nienawidzi... <Wes ironicznie się uśmiecha, po czym wyrzuca papierosa poza ring> Dlatego z chęcią wyjaśnię wam, że nie! Walka z D-Vonem Dudley, którego już jeden raz udało mi się w bardzo skuteczny sposób upokorzyć, nie jest dla mnie żadną specjalną okazją... Nie interesuje mnie ta cała otoczka, jak wielkie jest to wydarzenie, kto na nie przyjedzie i do jakich państw pójdzie transmisja. Dla prawdziwego artysty, takiego jak ja... Czy też z drugiej strony nieobliczalnego sukinsyna, to bez różnicy, liczy się tylko i wyłącznie solowy występ. Uwierzcie mi, moje ambicje nie znają granic i podczas Paradise Lost chciałbym pokazać coś naprawdę specjalnego... Jednak czy jest to w jakiś sposób możliwe, kiedy walczę właśnie z Dudleyem? Czy nie wystarczy, że zrobię dokładnie to samo, co podczas Last Station? Odpowiedź na to pytanie jest cholernie prosta... <Wes uśmecha się, a całości towarzyszy narastające buczenie> Wiem, to jest wasz bohater, obrońca waszych marzeń i całego ECW, a także tych wszystkich "legend" dywizji hardcore. Każdy z was liczy, że Dudley będzie się umiał podnieść i wstanie niczym ten "penis z popiołów" i właśnie dlatego! Tak, właśnie dlatego zgodziłem się na nasz ponowny pojedynek. Chcę kolejny raz zburzyć te wszystkie wasze marzenia, dziedzictwo i królestwo ECW, historię, a także samego D-Vona... Tym razem mam zamiar nie tylko zburzyć, ale doszczętnie zniszczyć każdą z tych rzeczy tak, że nie pozostanie po nich choćby jeden ślad, choćby jedna żywa komórka. Wraz z końcem Paradise Lost właśnie to wszystko, o czym przed krótką chwilą wspomniałem dobiegnie ostatecznego i cholernie bolesnego końca...

Wes bierze głębszy oddech i ponownie uśmiecha się przy sporym buczeniu ze strony zebranych widzów, w międzyczasie raz za razem odpalając trzymane w ręku zippo.

Wes Wallace: Na chwilę przenieśmy się jednak w przeszłość... Pamiętacie jeszcze, co działo się przed Last Station? Byłem stawiany w roli absolutnego underdoga, wręcz nie miałem prawa zdobyć pasa, który mam zapięty właśnie teraz na biodrach. Media nie dawały mi szans, wy nie dawaliście mi żadnych szans, sam D-Von w głębi duszy wręcz musiał czuć, że nie mam z nim żadnych szans! W końcu po jego stronie stała liczba zdobytych trofeów, doświadczenie... Mój moment, ta moja szansa miała zniknąć szybciej niż płomień wydobywający się z tego kawałka metalu trzymanego w moim ręku wraz z zamknięciem dopływu powietrza... To wszystko zostało jednak brutalnie zweryfikowane przez rzeczywistość i jak doskonale pamiętacie, ten dopływ tlenu stracił właśnie Dudley, zupełnie dla was nieoczekiwanie. Zmusiło go to do natychmiastowej kapitulacji... Ja go do tego zmusiłem. Przeze mnie wasz bohater sam poddał ten pojedynek, zrezygnował z dalszej walki i po prostu odklepał... Nawet nie wiecie ile radości dało mi oglądanie waszych niezwykle zaskoczonych twarzy! Ile szczęścia dał mi wasz smutek, żal i ogromne rozczarowanie postawą Dudleya, którego tak dopingowaliście! W końcu D-Von miał wszystko, żeby zostać nowym Hardcore Championem, nieprawdaż? <Wes unosi pas do góry wsłuchując się w negatywna reakcję widowni> Wszystko, o czym wam wcześniej mówiłem, okazało się być prawdą. Historia przestała tutaj grać jakąkolwiek rolę, stała się wręcz kompletnie bezużyteczna i straciła całą swoją wartość. Dywizja hardcore, wraz z przejęciem przeze mnie reprezentującego ją tytułu, zyskała cholernie potrzebny powiew świeżości, otrzymała ode mnie czyste powietrze i mówiąc wprost - dostała nowe i lepsze życie... W mojej wymarzonej wizji nie było już miejsca dla osób pokroju Dudleya, jednak tak jak wspomniałem chwilę wcześniej, w tej sytuacji zrobiłem jeszcze wyjątek. Możecie być jednak pewni, że w przyszłości to nie będzie mieć już miejsca, a szansę na pojedynek z nową ikoną dywizji hardcore i prawdziwym mistrzem dostaną osoby, które moim zdaniem choć w najmniejszym stopniu zasłużą na walkę ze mną, z moim tytułem na szali. I nie przedłużając od razu odpowiem wam na pewnie nurtujące was pytanie. Tak, D-Von Dudley nie powinien ponownie stoczyć ze mną kolejnej walki, bo swoją wielką okazję w perfekcyjny sposób już zmarnował...

Wes ponownie bierze głębszy oddech, po czym odpala kolejnego papierosa.

Wes Wallace: Yeah, tak jak mówiłem. Ta walka nie będzie dla mnie niczym specjalnym. Tego pojedynku kierując się zdrowym rozumem, w ogóle nie powinno nie być zerkając wstecz i spoglądając na postawę D-Vona z Last Station... Ale jednak zdecydowałem, że się ona odbędzie i nie ma sensu roztrząsać całej tej sytuacji i zastanawiać się, co by było gdybym postąpił zupełnie inaczej. Dudley był jednak cholernie upierdliwy... Próbował namieszać nie tylko w ringu, ale także w moim życiu prywatnym i jego aktem desperacji było nawet zniszczenie studia nagraniowego. Wyciek części materiału, z czego podkreślam, część była opublikowana już wcześniej, czy ta kara finansowa. Jasne, nie będę ukrywał, że strata pieniędzy to jedyna rzecz, która dotknęła mnie choćby na krótką chwilę, jednak D-Von okazał się być na tyle cholernym nieudacznikiem, że wręcz pomógł mi w rozkwicie kariery... Wspominałem w końcu o szybko wzrastającej sprzedaży płyt, świetnych recenzjach, ale nie jestem tu chyba po to, żeby uprzykrzać wam życie wspominając o moich kolejnych sukcesach na innej ścieżce zawodowej, których wy nigdy w życiu nie osiągniecie... <Wes ironicznie się uśmiecha, po czym wyrzuca papierosa poza ring> Prawda jest taka, że Dudley próbował mi potężnie zaszkodzić, jednak okazało się to być dla niego po prostu kolejną zbyt trudną do wykonania rzeczą! Powiedzcie mi, czy to jest osoba, której ja mam się obawiać? Tym bardziej, że jest to chyba kolejny osobnik w naszej federacji cierpiący chociażby na pewne zaburzenia nazywane schizofrenią, skoro zupełnie odbiega od rzeczywistości i widzi wszystko zupełnie inaczej. W końcu D-Von ciągle się upierał, że w ogromnym stopniu mi zaszkodził i spowodował, że imię "Wes Wallace" w przemyśle muzycznym idzie w parze ze słowem "kompromitacja"... Hey Dudley! Czyżby syndromy starości, o których wspominałem jeszcze przed samym Last Station, a przed którymi starałeś się uciekać, rzeczywiście cię przytłaczały? <Wes ironicznie się uśmiecha i bierze głębszy oddech> Kolejna sprawa, która wręcz nie daje mi spokoju, a owe pytanie jest cholernie nurtujące, jak i powodujące u mnie śmiech! Jak osoba mówiąca, że porażki to jedynie zwykła matematyka i liczby do statystyk, może wychodzić do mnie z całą obstawą i jeszcze ma czelność mi grozić? Co więcej, ta sama osoba zarzuca mi, że  po prostu nie mam jaj, a także zapomniałem czym jest honor... Dla mnie jest to jedynie oznaka czystej hipokryzji, ale także ogromnego strachu, który wzbudzam w D-Vonie... Powiedzcie mi, jak mam to inaczej odbierać, jeśli Dudley wychodzi na mnie z całą kompanią? Ja wiem, że jest on po prostu najzwyklejszym w świecie idiotą i nie ma co tu na siłę wręcz szukać lżejszych określeń. Matematyka na pewno nie jest mocną stroną... W sumie czy u niego są gdzieś jakiekolwiek mocne strony? Jednak Dudley mógł zdecydowanie bardziej zakamuflować swój strach... D-Von po prostu się bał, że stanie się z nim dokładnie to samo co z Bubbą tydzień wcześniej i gdyby on sam miał choćby resztki honoru zakopane w swoim królestwie, które już raz skutecznie zniszczyłem, to podziękował by mi chociaż za przysługę i wezwanie karetki dla jego przyjaciela, a nie starał się przekręcić całą sytuację w zupełnie inną stronę... Myślicie, że jaki był powód tego, że do walki ze mną nie wyznaczył żadnego ze swoich kumpli? Co więcej, mając taki wybór mógł wyznaczyć również samego siebie i w końcu dać mi ta lekcję pokory, na którą przecież bardzo zasługuje, nieprawdaż!? Dudley bał się o kolejną masakrę, jego rodzinka również się jej bała, w końcu nawet nie raczyli interweniować w naszej bójce wiedząc, jak to się może dla każdego z nich skończyć... <Wes robi sobie krótką przerwę i ogląda się po zebranej widowni> Jednak jak dobrze pamiętacie, ostatecznie to Dudley znów musiał uznać moją wyższość i mogło by to się skończyć dla niego o wiele gorzej, gdyby nie atak zza pleców waszego jakże "honorowego" superbohatera Jose Lopeza! Tak mówiąc w sekrecie... <szeptem> Mam wielką nadzieję, że Kenneth zniszczy to wasze kolejne oczko w głowie...

Wes ponownie bierze głębszy oddech uśmiechając się, na co publika standardowo reaguje wiadomo jaką reakcją.

Wes Wallace: Rzeczywistość pokazała nam wszystkim, że jestem nie tylko o wiele lepszy w ringu od Dudleya, ale także znacznie mądrzejszy. Wyzbyłem się tych wszystkich chorych wartości, którymi kierujecie się wy, a także i on. Przestałem się zatruwać i powiedzmy sobie szczerze, papierosy nigdy nie osiągnął poziomu tego ścierwa, którym się na co dzień karmicie. Właśnie dzięki temu miałem nad D-Vonem znaczną przewagę, nie przywiązywałem się do niczego i dlatego każde jego działanie, czy też cała agresja skierowana w moją stronę, nie przyniosła żadnych oczekiwanych efektów... Widzicie, na samym początku mojej przygody w Pure Hardcore Wrestling opowiedziałem wam i w świetny sposób porównałem wszystkie wasze wartości... Moment, nie tyle porównałem, co uznałem za wręcz gorsze od chociażby heroiny i innych środków, których wymieniać z nazwy już nie muszę. Yeah, właśnie te słowa były jednymi z najważniejszych, które wypowiedziałem do tego mikrofonu, a atak na Bubbę był ich najlepszym poparciem... Naprawdę, widok bezradnego D-Vona trzymającego się za głowę z niedowierzaniem, wręcz ocierającego łzy spływające po policzkach z jego smutnych oczu... Tak, to była jedna z najlepszych rzeczy, jakie tylko widziałem w życiu... Nie chodzi mi o same konsekwencje, czy też co się działo potem, najważniejsza była ta jedna chwila. Potrafiłem zrobić coś, czego Dudley nigdy nie był w stanie... Zniszczyłem go od środka, sprawiłem, że wręcz załamał się, bezradność przydusiła go bardziej, niż Crossface ode mnie podczas Last Station... Brzmi to dosyć sadystycznie, ale dla takich chwil właśnie żyję. <ironiczny uśmiech> Właśnie taka chwila była idealnym odzwierciedleniem tego, jak czuje się chora osoba zatruwająca swoją marną duszę. Mówiąc wprost, ta chwila udowodniła jemu, a także wam wszystkim, kto jest po prostu mądrzejszy i silniejszy. Pokazałem wam wszystkim, że moja dusza jest o wiele, wieeele razy zdrowsza...

Wes sięga po kolejną fajkę i robi sobie dłuższą przerwę, po czym kontynuuje.

Wes Wallace: Cały ten konflikt przerodził się wręcz w krwawą wojnę, która zeszła na niebezpieczny rejon, jakim jest życie osobiste. Przez to wszystko, co się działo między nami, federacja wręcz odcięła się od naszej walki i nie chce mieć nic wspólnego z wydarzeniami, które będą miały miejsce podczas Paradise Lost. Wiecie, ostatniego wieczoru rozmyślałem trochę nad tym całym pojedynkiem. Siedziałem wygodnie na skórzanej kanapie w swoim w salonie, a przede mną stała półlitrowa butelka Jacka Danielsa. Z każdą szklanką miałem coraz ciekawsze wizje i zastanawiałem się, co chce przygotować dla mnie D-Von i w jaki sposób zamierza on odebrać mi pas... I nie znalazłem żadnego. Wejście w moją głowę nie zadziałało. Ingerencje w nagrywanie płyty choć pomysłowe, nie dały efektów. Wezwanie "przyjaciół" jedynie podkreśliło jego strach przede mną, a także spowodował szybsze bicie serca u jego kompanów. Przewaga psychologiczna także stoi po mojej stronie, gdyż to nie moja dłoń w pośpiechu uderzała o ringową matę... Oh yeah, tak naprawdę wszystko jest po mojej stronie! Fakty są po prostu takie, że nie ma najmniejszych szans, aby D-Von Dudley sprostał dzisiaj waszym oczekiwaniom i udało mu się wyjść z naszej walki z twarzą! Podsumujmy więc  wszystko jeszcze jeden i ostatni już raz, żeby nikt nie miał już wątpliwości, jaki będzie rezultat pojedynku z tytułem Hardcore Championship na szali... <Wes wyrzuca papierosa i bierze kolejny oddech> Już raz go pokonałem, okazałem się po prostu lepszy i zasłużenie mogę teraz nosić ten pas i nazywać siebie jedynym, prawdziwym i niekwestionowanym Hardcore Championem... Co więcej, D-Von sam zrezygnował z dalszej walki odklepując, gdy został złapany "w łańcuchy"... Nie było w mojej wygranej żadnego przypadku! Udowodniłem mu wtedy wszystko, o czym mówiłem przed samym Last Station, że jego najlepsze lata już minęły i nie ma szans na sięgnięcie po swój "wymarzony kawałek blachy"... Dudley jest po prostu za starym człowiekiem na prowadzenie otwartej wojny z kimś takim, jak ja! D-Von w przeciwieństwie do mnie ma także za słabą psychikę, ale o tym już mówiłem i sami doskonale wiecie, jak wyglądał w trakcie mojego ataku na Bubbę... Kolejna rzecz, o której już wspominałem, to jego strach kierujący nim przy zwoływaniu swojej obstawy podczas ostatniego Evolve. Powiedz mi Dudley, czy tak zachowuje się prawdziwy mężczyzna? Te twoje argumenty o tym, że "gdy zadzierasz z jednym, zadzierasz z nami wszystkimi" jedynie miały mydlić oczy i przez to pogrążyłeś się jeszcze bardziej... A jak wygląda sytuacja na mikrofonie? Tu też wychodziłem zwycięsko, bo nie jeden raz potrafiłem cię porządnie sprowokować. Każda nasza gra słowna była twoją kolejną dotkliwą porażką, D-Von. Wychodzi na to, że nie tylko przewyższam cię umiejętnościami w ringu, ale nie broni cię tutaj nawet charyzma, a nawet jej brak, bo jak mam to inaczej odbierać chociażby ze względu na twoje żałosne "żarty"... <Wes uśmiecha się, po czym zdejmuje pas i kładzie go na ramieniu> Nie wygrałem tego przypadkowo Dudley, nie dostałem niczego za darmo i ty doskonale zdajesz sobie z tego sprawę... W dobrej wierze radziłem ci, żebyś dał sobie spokój, a ty jednak chciałeś odbyć ze mną ten taniec śmierci. Powiedz mi, co ci po tym zostało? Hańba, wstyd, zażenowanie, zawód fanów? Pomyśl sobie w takim razie, co będzie na Paradise Lost, gdzie nikt a nic nie postawi przede mną najmniejszych ograniczeń... Fakty są takie, że ponownie żądając tej walki popełniłeś swój największy błąd w życiu i wypowiedziałeś wojnę, której nigdy, ale to przenigdy byś nie wygrał... Dzisiaj ta wojna zostanie ostatecznie zakończona. Po naszym pojedynku będę odczuwał przyjemność porównywalną do picia przepysznej whiskey, czy też jazdy harleyem przez Route 66 w pogodny dzień... A ty? Ponownie zostaniesz upokorzony, pobity i kolejny raz przekonasz się, jak to jest być szmatą Wallace'a, skoro bycie czyjąś dziwką jeszcze ci się nie znudziło... <ironiczny uśmiech> A ja? Bedę kontynuował swoje rządy, pielęgnował dalej swoje królestwo zbudowane na gruzach historii, ECW... I tobie, leżącym w kałuży krwi u moich stóp. Chcesz hardcore'u, Dudley? To dzisiaj go dostaniesz i módl się... Naprawdę módl się, żeby to nie była twoja ostatnia wizyta w ringu Pure Hardcore Wrestling. To będzie twoja masakra, D-Von... Godziny nas dzielą od tego spotkania i naprawdę, szkoda więcej mówić. Lepiej to po prostu zobaczyć, a uwierzcie! Będzie co oglądać, jednak nic nie będzie szło po waszej myśli, a tym bardziej po twojej, Dudley...

Wes uśmiecha się szeroko i odrzuca mikrofon, po czym przy swojej muzyce wchodzi na narożnik i wznosi pas Hardcore wysoko do góry. Całości towarzyszy przeraźliwe buczenie ze strony zgromadzonej widowni, co Wallace kwituje kolejnym, ironicznym uśmieszkiem. Hardcore Champion schodzi z narożnika i kieruje się w stronę swojego harleya, którym po chwili rusza w stronę szatni, a obraz z kamery gaśnie...


https://i.axs.com/2017/07/37119-optimized_5962ab9b5b7e2.jpg

Wes Wallace

8 / 1 / 4

1x Hardcore Championship

Offline

 

#18 13-05-18 16:09:59

 Bryx03

http://oi66.tinypic.com/2llf6o6.jpg

Zarejestrowany: 11-03-16
Posty: 318
Punktów :   13 

Re: Ring

*Feed Me More! Na ring zmierzają The Big Guy oraz jego adwokat Paul Heyman. Paul ubrany jest w swój stały ring gear, a Heyman ma na sobie marynarkę. Głos zabiera Paul*

Paul Heyman: Panie i Panowie, już za kilka godzin zderzą się dwie siły! Jedna z nich potężna, druga z nich...maleńka. Tą maleńką siłą jest Mike Baines, rywal mojego klienta. O słynnym MB można powiedzieć wiele, poza tym, że wygrywa walki. Będzie żart o policjantach - PSIM swędem Baines'owi udało się awansować do finału King Of The Ring, gdzie niestety jego piękna aczkolwiek krótka przygoda w tym turnieju dobiega końca. Zderzenie z moim klientem jest jak spotkanie z tornadem - najpierw Baines poczuje na sobie lekki, przyjemny wiaterek, który następnie porwie go do środka, a tam rozerwie na strzępy! Możemy zdradzić panu, Panie Baines naszą taktykę na tę walkę - ja udam się do stolika komentatorskiego, ponieważ mój klient zdecydowanie nie potrzebuje mojej pomocy, by pana pokonać - a sam Ryback zacznie walkę spokojnie, żeby mógł się Pan kiedyś szczycić tym, że walczył Pan z moim klientem dużo dłużej niż wytrzymuje Pan w łóżku. Czyli jakieś pięć minut. Dłużej ta walka zapewne nie potrwa. Może pan stroić jakieś głupawe miny, śmiać się maniakalnie, ale to nie jest casting do filmu 'Clown', tylko ring, gdzie przemawia prawo pięści. A sędzią w sprawach tej wagi jest mój klient - Ryback. Możesz Pan, panie Baines przyjmować różne taktyki ringowe, ale patrząc na te bocianie warunki fizyczne Bainesa, pytam was ludzie - Jak on może startować do pociągu, jakim jest mój klient? Widzieliście kiedyś rower, który wykoleił pociąg? No właśnie, na PPV też tego nie zobaczycie. Włodarze federacji chyba nie do końca zdają sobie sprawę z tego co potrafi mój klient. Nie jest to zwykły zawodnik, tkwi w nim zwierzęca siła. W końcu jest on pierwszym wyborem w draft'cie Godzilli. I ostatnim wyborem. Otóż ten człowiek to zwierze, na które  nie zapoluje Marvin Jones, nie tylko dlatego, że nie ma go już w tej federacji. To siła tura, który zjada wszystko niczym Amstaff po grzybach, a jednocześnie ze sprytem pumy. Znajdźcie mi w tej dżungli zwanej PHW jakąś siłę przeciwstawną dla czegoś takiego. Nie ma. Wydaje mi się, że ja nawet nie powinienem mówić o MB, a raczej powinienem skupić się na kolejnym rywalu mojego klienta, którym będzie najpewniej Jose Lopez. I to nie jest lekceważenie. My naprawdę mamy duży szacunek do Bainesa. Problem tylko w tym, że sam Mike'y nie jest w stanie na ten szacunek zapracować występami w ringu, a jedynie udawaniem psychicznie chorego. Aczkolwiek może on nie udaje tylko po prostu jest psychicznie chory. Tego dochodzić nie będziemy, ponieważ to tylko jednorazowa walka, a po niej zapomnimy zarówno my jak i państwo o tym, że Mike Baines kiedykolwiek występował w Walce Wieczoru jakiejkolwiek gali. Na King Of The Ring usłyszycie państwo jak ring annoucer wymawia nazwisko mojego klienta jako nowego Króla Ringu. I to nie są przewidywania...to jest spoiler!

*Paul Heyman oddaje mikrofon Rybackowi, który ze skupieniem przygląda się publiczności*

Ryback: W poprzedniej wersji Rybacka dużo osób zarzucało mi mało poważne podejście do wykonywanej pracy. Moi drodzy, jeśli tak myśleliście, to was przepraszam. Za tę robotę biorę dobre pieniądze, i oddaje siebie w tym ringu. Ale znacznie oddania siebie jest takie, że zostawiam tu duszę i serce. Wielu moich kolegów z branży oddaje siebie dając dupy w tym ringu i nie przykładając się kompletnie do walki. Kimś takim jest właśnie Mike Baines. Zwróćmy uwagę na to co on robi. Przecież gdyby nie ten maniakalny śmiech, o którym wspomniał Paul to byłby to tylko zwykły wrestler w gaciach. Niczym nie wyróżniający się z tłumu. Jego zwycięstwo w King Of The Ring jest takie jak jego zachowanie - abstrakcyjne. Nie da się czasami uwierzyć w to co robi Mikey, który jeszcze mianuje samego siebie jakąś postacią wybitną, w dodatku najśmieszniejszym jego twierdzeniem jest to, iż usiłuje wmówić wszystkim dookoła, że robią z niego wariata. Alkoholik nigdy nie przyzna, że jest alkoholikiem, a debil nigdy nie przyzna, że jest debilem, tak podsumowałbym te wywody Bainesa. W zeszłym tygodniu skakał jak zając żeby jak on to nazwał -'rozluźnić atmosferę'.  Na gali King Of The Ring znowu będzie miał coś z zająca - zrobię z niego pasztet zajęczy, który oddam do laboratorium, żeby mi powiedzieli na co chory właściwie jest Baines. Nie wiem czy na trybunach jest ktoś kto uważa, że to co robi mój rywal jest całkowicie normalne, ale jeśli ktoś taki jakimś cudem siedzi na tej hali to niech uda się do jakiegokolwiek doktora, poza Housem i przyniesie wyniki badań. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest dla mnie to, że włodarze federacji nic sobie nie robią z tego, że mają psychicznego paralityka na pokładzie. Mało tego - jeszcze każą mi z nim walczyć. Oczywiście, walka w ringu jest dla mnie chlebem powszednim, więc nie mam nic przeciwko, z tym, że jest tyle znakomitych zawodników w PHW, z którymi mógłbym stworzyć znakomite widowisko, a oni mi wciskają typa, który zakończył swoją edukacje na żłobku, gdzie zresztą podpalił opiekuna. Przecież gdyby ta walka odbywała się w kościele to Baines by tam spłonął przed pierwszym gongiem. Nie powinniśmy zapraszać do ringu sędziego tylko egzorcystę. Ten kij od szczotki powinien karnie być zamknięty w komórce jak Harry Potter, a nie wypuszczany do normalnych ludzi na ring. Jeszcze zrobi sobie krzywdę, bo oczywistym jest, że nie da mi rady. Ta walka będzie brutalna, będzie szybka, i będzie okrutna, ale na pewno nie będzie uczciwa. Już nie jest. Muszę walczyć z psychicznym inwalidą. Jego mózg posiada wielkość główki od szpilki, i to dlatego, że mu spuchł. Może sobie jakąś czarną pelerynę na głowę założyć i odprawiać czarną mszę nad zdechłym kotem, a potem próbować hipnotyzować mnie plastikowym Rolexem, ale to nie zmieni faktu, że gdy już wejdziemy do tego ringu, to cała ta mroczna otoczka pójdzie w niepamięć, a przemówią pięści. A te zawsze przemawiają głośniej, u tego, który ma je większe. Dlatego Baines - oddam Ci szacunek jeśli wytrzymasz ze mną dłużej niż dziesięć minut. Ale na to masz mniejsze szanse, niż na bycie normalnym. To już chyba zerowe szanse. Baines, możesz wyznawać szatana, piekło, omijać szerokim łukiem psychiatryk. Ale pod łukiem triumfalnym przejdę ja, zniszczę Ci łuk brwiowy, a w Twoich oczach pokaże się napis 'The End', który będzie zwiastował to co usłyszysz dzień później podczas oglądania powtórek jak już odzyskasz przytomność - KRÓLEM RINGU ZOSTAŁ RYBACK! I to nie są przewidywania...To jest to co zrobi pierwszy wybór draftu Godzilli!


http://www.glol.pl/pictures/87/picture_8713.gif

Bilans walk:

Ryback: 24/0/13

HARDCORE CHAMPION(1x) - 63 days

:
Gregory Kowalczyk 2/0/6

Domagoj Tokor 3/0/1

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
co to tomboy glejak 4 stopnia wicie opinie www.aldanidar.pun.pl www.legendsfighters.pun.pl